Rodzicu odpuść… "Nie terroryzuj swojego dziecka" 1/2

Rodzicu odpuść… "Nie terroryzuj swojego dziecka" 1/2

Nie terroryzuj napisałem w cudzysłowie, jednak czasami słuchając historii moich podopiecznych prawdziwiej byłoby napisać bez.

Czy wiesz, że Twoje zachowanie w dzisiejszych czasach w wielu przypadkach można byłoby nazwać mobbingiem psychicznym, tak niestety wygląda ta relacja rodzic (przełożony) - dziecko (pracownik). Tak wielką wywierasz presję na swoje dziecko wykorzystując swoją przewagę rodzica jaką masz nad dzieckiem.

Wiem, że są to bardzo mocne słowa, ale niestety moja praca z młodymi sportowcami oraz własne doświadczenia i błędy, które popełniłem kilkanaście lat temu (a popełniłem je chyba wszystkie z możliwych) „planując karierę sportową swoich dzieci” dają mi prawo zwrócić się do Ciebie właśnie tymi słowami. Mam nadzieję, że nie dotyczą one Ciebie i jesteś ponad takie błędy, ale jeżeli ujrzysz chodź kawałeczek swojego zachowania, to może skorygujesz swój kurs lub wycofasz się z tej ścieżki swoich ambicji, może zrozumiesz, że tak nie należy postępować, bo krzywdzisz w ten sposób swoje dziecko i siebie oraz zabijasz wasze prawdziwe relacje.

Wiem, że kochasz swoje dziecko i pragniesz, aby uniknęło ono błędów, które Ty popełniłeś. Nie pozwól jednak, aby Twoja miłość i przekonanie, że wiesz lepiej co dla niego jest najlepsze przytłoczyły i wręcz zniewoliły Twoje dziecko. Nie może być tak, że Twoja wizja przyszłości dla Twojego dziecka jest ważniejsza od niego, że Twój pomysł na jego życie jest realizowany bez względu na jego uczucia i potrzeby. Wiem, że to wszystko robisz w dobrej wierze i chcesz dla swojego dziecka jak najlepiej, ale czy na pewno najlepiej? Czy może najlepiej dla siebie i swoich planów? tylko nie dostrzegasz prawdziwych motywacji swoich działań, gdyż odbiegają one od obrazu idealnego rodzica jaki sobie wytworzyłeś.

Prawdopodobnie, kiedy czytasz te słowa możesz poczuć się obrażony lub urażony… jak on śmie mówić tak do mnie o moich uczuciach względem mojego dziecka. Co on wie o mojej miłości do mojego dziecka, o moich planach, przecież ja wiem najlepiej, co moje dziecko chce, znam go najlepiej tyle mu poświęciłem czasu, tyle w niego zainwestowałem, aby wyszedł na ludzi, aby miał lepiej ode mnie.

No właśnie już dużo poświęciłeś swoich ambicji, swojego czasu, swoich pieniędzy po to, aby realizować swój plan na swoje dziecko i nie zauważasz, że popełniasz jeden z podstawowych błędów poznawczych tzw. efekt utopionych kosztów. Masz plan wobec swojego dziecka np., że będzie dobrym tancerzem, wybitny śpiewakiem, lub piłkarzem, doskonałym lekarzem. Dlatego też od początku angażujesz się w rozwój jego kariery. Wozisz go na treningi, dodatkowe lekcje śpiewu, czy korepetycje, które mają mu zapewnić dostanie się na „Twoje” wymarzone dla niego studia.

Podporządkowujesz swojej wizji - podkreślam swojej wizji na swoje dziecko- cały swój świat. Dodatkowo kolejny błąd poznawczy, czyli efekt potwierdzenia bardzo mocno Cię w tym wspiera. Widzisz tylko takie zachowania swojego dziecka, które potwierdzają, że Twój pomysł na jego życie jest najlepszym z możliwych i że ono jest wręcz zachwycone tym pomysłem (czasami tak jest). Natomiast pomijasz zupełnie informacje, które mówią, że być może tak nie jest, ignorujesz sygnały wysyłane przez Twoje dziecko, że ma już dość, że go ten trening nie cieszy, a zamiast lekcji śpiewu wolałby np. malować, że nie chce uczyć się biologii, bo to nie są jego studia.

Ty jednak tego nie widzisz, pomijasz te wszystkie drobne sygnały, bo masz już swój plan, swoją wizję.

Na ogół w początkowej fazie dziecko nie chce Ci sprawić przykrości, bo widzi ile radości sprawiają Ci Twoje rozmowy o jego osiągnięciach sportowych, widzi płomień w Twoich oczach, kiedy tak pięknie śpiewasz na akademii, więc dalej posłusznie realizuje Twoje plany. Nie mówi otwarcie o swoich uczuciach, bo często się boi kolejnej rozmowy przywołującej je do porządku, w który to Ty roztaczasz mu swoje wizje i tłumaczysz, jaką głupią decyzją byłaby rezygnacja z treningów teraz, kiedy już tak daleko zaszło, kiedy już za chwilę będzie odnosiło wielkie sukcesy. I te rozmowy już nie mają nic wspólnego z prawdziwym motywowaniem.

Niestety też często w rozmowach padają słowa szantażu emocjonalnego w postaci słów: przecież tak dużo dla Ciebie poświęciłam/poświęciłem zobacz ile już zainwestowaliśmy w Ciebie, ile kosztowały te lekcji itd. Stawiasz dziecko w bardzo trudnej sytuacji, które powoli wycofuje się, staje się zamknięte i już nic Ci nie mówi tylko robi to, co do niego należy wbrew sobie, a Ty „KOCHANY RODZICU” jesteś ślepy na te wszystkie sygnały, które zaburzają Ci Twój wspaniały plan na swoje dziecko.

Efekt utopionych kosztów się pogłębia, Ty dalej inwestujesz swój czas, pieniądze swoje marzenia i oczekiwania i nie chcesz zatrzymać się w tej podróży zwanej wielkim planem na swoje dziecko, bo już tak daleko zaszedłeś. I nawet, kiedy następuje już otwarty sprzeciw nadal „niedowidzisz” i traktujesz to, jako fanaberie nastolatka, jako młodzieńczy bunt, a nie jak przedstawienie Ci uczuć i potrzeb Twojego dziecka.

Nie rozumiesz lub nie chcesz zrozumieć, że dziecko chce pójść na inny kierunek studiów, lub nie chce już śpiewać i nie wybierze szkoły muzycznej tylko inną, że chce zrezygnować ze studiów, bo kocha pracę jako sprzedawca.

Ty nie możesz jednak pogodzić się z tymi decyzjami, ignorujesz je, często wchodzisz w otwarty konflikt z dzieckiem karząc mu i nakazując realizację dalszych planów i kontynuację rozpoczętych projektów. Niestety kończy się to często tragicznie, a Ty tracisz w najlepszym przypadku kontakt z dzieckiem, a często i dziecko, które już nie chce abyś mu nakazywał, ale nie widząc rozwiązania popada w depresję.

Jedną z naszych podstawowych potrzeb, czyli też dziecka jest potrzeba autonomii i więzi, ale takiej bezwarunkowej, a ten sposób wychowania w żaden sposób mu ich nie zapewnia.

A gdybyś odpuścił, dał sobie na wstrzymanie okazałoby się, że dziecko mogłoby ocenić czy kocha to co robi, na ile to jest jego bez przymusu. Często, kiedy twój nacisk maleje wówczas dajesz mu przestrzeń do samodzielnego pokochania tego, do czego Ty mimowolnie przymuszałeś, więc nie dałeś czasu na to, aby Twoje dziecko pokochało to co robi. Czasami wręcz zapomniało jak bardzo kochało grać w piłkę, czy śpiewać, kiedy jeszcze nie musiało się wykazywać przed Tobą.